Tanie nazwy stadionów na Euro 2012

baltic.jpg

Gdańsk, Poznań i Wrocław szukają pieniędzy na dokończenie budowy obiektów na Euro 2012. Rząd polski w 100 proc. sfinansuje tylko budowę stadionu narodowego w Warszawie. Pozostałe trzy miasta dostały rządowe wsparcie w wysokości 30% - reszte mają znaleźć same. Sprzedanie praw do nazwy stadionów budowanych na Euro 2012 miało dostarczyć miastom pieniędzy potrzebnych do dokończenia inwestycji, jednak kwoty, jakie można w ten sposób uzyskać, są bardzo małe. Dlaczego tak się dzieje skoro wykupywanie przez sponsorów nazw stadionów to na świecie standard?

Pomysł wydawał się sensowny - przecież sprzedawanie nazw stadionów to na świecie standard. Allianz płaci klubowi Bayern 6 mln euro rocznie za prawo do nazwy monachijskiego stadionu Allianz Arena zbudowanego kosztem 280 mln euro (umowa z Allianz opiewa na 15 lat z opcją przedłużenia). Linie lotnicze Emirates płacą 3 mln funtów rocznie za prawo do nazwy nowego stadionu Arsenalu w Londynie, Czesi w 2003 r. oddali nowy praski stadion Sparty na 19 tys. widzów koncernowi Toyoty. Czescy dziennikarze szacują, że japoński koncern płaci za nazwę Toyota Arena 70 mln koron rocznie, czyli ponad 10 mln zł.

Sparta gra jednak w Lidze Mistrzów. Tymczasem w Polsce - choć czeka nas organizacja mistrzostw Europy - kwoty, które można by uzyskać za sprzedaż nazwy stadionu, są bez porównania niższe. Jednym z powodów jest to, że nazwy sponsora nie będzie można używać oficjalnie w trakcie Euro 2012. Zabrania tego UEFA. Podobną historię mieliśmy podczas mundialu w Niemczech. Monachijski stadion, za którego nazwę Allianz zapłacił miliony, podczas mundialu tytułowany był po prostu FIFA World Cup Stadium w Monachium. Obiekt AOL Arena w Hamburgu był z nazywany FIFA World Cup Stadium w Hamburgu.

W Poznaniu, gdzie na stadion brakuje ok. 100 mln zł, projekt sprzedania nazwy sponsorom już teraz uznano jednak za beznadziejny. - Dopóki stadion nie zostanie skończony, nie ma to sensu - mówi Maciej Frankiewicz, zastępca prezydenta Poznania. - W tym stanie obiektu nie znaleźliby się kupcy nazwy - zgadza się wiceprezes Lecha Poznań Arkadiusz Kasprzak. Nawet gdyby się znaleźli, kwoty, jakie chcieliby zapłacić, byłyby śmiesznie małe. - Zrobiliśmy rozeznanie. Wygląda na to, że za prawo do nazwy uzyskalibyśmy 1-4 mln zł rocznie. W tej sytuacji jesteśmy zdecydowani poczekać - mówi wiceprezes Kasprzak, który ma do powiedzenia bardzo dużo, bo umowa dzierżawy stadionu mówi, że w tej kwestii decyzje podejmie klub Lech, a nie miasto.

Gdańsk i Wrocław cały czas biorą pod uwagę sprzedaż nazwy stadionów sponsorom. - Polska to jednak wciąż inny rynek niż kraje starej Unii Europejskiej. U nas kupowanie nazw dopiero raczkuje - mówi Michał Kruszyński z Biura Inwestycji Euro Gdańsk. Nieoficjalnie jednak mówi się, że negocjacje z potencjalnym partnerem zaczną się od 2 mln euro rocznie. - Baltic Arena, choć jeszcze go nie ma, już jest obiektem znanym i rozpoznawalnym - podkreśla Kruszyński. Faworytem do wykupienia nazwy jest Lotos. - Nie jest to takie pewne. Kto da więcej, ten kupi nazwę - nie kryje Kruszyński.

Gdańsk nie będzie zawierał umów dłuższych niż na pięć lat. - W każdej chwili mogą się zmienić warunki na rynku i trzeba mieć możliwość renegocjować umowy - mówi Kruszyński. - Trzeba korzystać, gdy pojawi się możliwość, by za sprzedaż nazwy stadionu uzyskać więcej pieniędzy.

Wrocław już rozmawiał o sprzedaży nazwy z kilkoma firmami. Michał Janicki, pełnomocnik prezydenta ds. Euro 2012, nie chce zdradzić z jakimi. W tej chwili Wrocław wybiera operatora dla stadionu. Ma to być firma działająca na skalę międzynarodową, której łatwiej będzie np. organizować na stadionie koncerty światowych gwiazd podczas ich tournée. Międzynarodowy operator zajmie się także wyborem ewentualnego sponsora, który kupi nazwę stadionu. - Wiemy już, że rocznie uda nam się zyskać z tego tytułu 2-3 mln zł. To oczywiście nie tak duże pieniądze, jakich potrzebna, by skończyć stadion - mówi Janicki. - Nasi doradcy uważają, że dziś na sprzedaż praw do nazwy jeszcze za wcześnie. Im bliżej Euro, tym cena będzie wyższa.

Wrocław ma też inne pomysły na dofinansowanie budowy stadionu. Janicki opowiada, że były firmy chcące zbudować stadion za darmo, jeśli tylko miasto zagwarantuje im możliwość zagospodarowania terenów wokół obiektu - w sumie to 20 ha gruntu. - To były ciekawe koncepcje o spójnej architekturze i rozwiązaniach komunikacyjnych - opowiada Janicki. - Cały pomysł budził jednak wątpliwości prawne, więc nie podjęliśmy ryzyka.

Poznań chce oddać inwestorom tereny wokół stadionu. Ale dopiero po Euro 2012, bo UEFA sprzeciwia się powstawaniu komercyjnych przedsięwzięć tak blisko stadionu mistrzostw Europy. Z tego właśnie powodu Kijów musiał rozebrać centrum handlowe, które zbudowano obok stadionu. - Mamy kilku inwestorów, którzy byliby skłonni zapłacić za te tereny teraz, ale z inwestycją trzeba poczekać do 2012 r. - mówi Maciej Frankiewicz, wiceprezydent Poznania.

Źródło: sport.pl