(Nie)stracilismy Euro 2012

euro2012_logo.jpg

Dziś rano media podały informacje, że Polska i Ukraina straciły prawo do organizacji Euro 2012! Na szczęście jest to primaaprilisowy żart, który w związku z wcześniejszymi wiadomościami dobiegającymi z UEFA, całkiem śmieszny nie jest. Warto sobie postawić pytania: na jakim etapie przygotowań jesteśmy i czy istnieje realne niebezpieczeństwo, że finały zostaną nam odebrane? Redakcja sportowa portalu Onet.pl prezentuje raport opisujący ewentualne skutki takiej decyzji.

Wcześniej zdarzały się przypadki, że organizator piłkarskiej imprezy mistrzowskiej tracił prawa gospodarza. W 1986 mistrzostwa świata miały odbyć się w Kolumbii, jednak ten kraj nie poradził sobie z ich organizacją. Kłótnie w parlamencie, zmiana rządów i ogólny chaos w państwie spowodowały, że prace związane z mistrzostwami nie postępowały i zaniepokojona takim obrotem sprawy FIFA wystosowała w 1982 roku ultimatum – albo Kolumbia weźmie się do roboty i zacznie spełniać wymogi, albo organizacja zostanie jej odebrana. Odpowiedzią była oficjalna rezygnacja Kolumbii. Mistrzostwa zorganizował Meksyk. W 1989 roku mistrzostwa świata do lat dwudziestu miały odbyć się w Nigerii. Napięta sytuacja polityczna i trudności ekonomiczne najbardziej zaludnionego kraju Afryki spowodowały, że imprezę przeniesiono do Arabii Saudyjskiej. Kolumbia drugiej szansy nie dostała i pewnie długo jeszcze nie dostanie, natomiast Nigeria po 10 latach i uspokojeniu sytuacji w kraju ponownie otrzymała organizację MŚ U-20.

W historii piłkarskich mistrzostw Europy nigdy dotychczas wybrany na gospodarza kraj, bądź kraje, nie straciły przyznanego im prawa do organizacji imprezy. Niebezpieczeństwo zaistniało w 1964 roku, ale Hiszpanie dali gwarancje rządowe, nie złamali ich i ostatecznie zgodzili się wpuścić do swego kraju piłkarzy ZSRR. Dość powiedzieć, że wtedy, w środku zimnej wojny, po raz pierwszy w historii na terytorium hiszpańskim odegrano hymn Kraju Rad. To były jednak zupełnie inne czasy, a piłkarskie ME dopiero raczkowały.

Czy teraz istnieje możliwość odebrania organizacji Euro Polsce i Ukrainie? Jest to sytuacja hipotetyczna, ale przewidziano i takie rozwiązanie w umowie zawartej pomiędzy Polskim Związkiem Piłki Nożnej, Federacją Piłkarską Ukrainy i UEFA.

- Umowa organizacyjna zawarta między narodowymi federacjami piłkarskimi obu państw z UEFA i kontrasygnowana przez rządy Polski i Ukrainy w rozdziale 9. zawiera zapisy dotyczące szczególnych sytuacji, w których strony mogą odstąpić od umowy. Podkreślam, że są sytuacje szczególne – mówi Adam Olkowicz, przewodniczący zespołu PZPN ds. Euro 2012.

- Czytamy tam m.in., że UEFA jest uprawniona do rozwiązania umowy na drodze pisemnego wypowiedzenia, jeżeli kraje gospodarzy znajdą się w sytuacji, która – wedle uznania UEFA - nie gwarantuje bezpiecznego przeprowadzenia turnieju finałowego. Dodatkowo każda ze stron może rozwiązać umowę na drodze pisemnego wypowiedzenia, jeżeli druga strona dopuści się poważnego naruszenia przyjętych na siebie istotnych obowiązków oraz udzielonych gwarancji – dodaje Olkowicz. - UEFA zastrzega sobie także możliwość rozwiązania umowy w przypadku nie wywiązania się gospodarzy z przygotowania stadionów, czy braku pełnego wsparcia władz rządowych.

Przewodniczący zespołu PZPN ds. Euro 2012 mówi także o innych zapisach. Powodem rozwiązania umowy może być np. zaprzestanie działania federacji, czy też działanie sił wyższych. Olkowicz podkreśla jednak, że wszystko jest na dobrej drodze i niebezpieczeństwo tak naprawdę nie istnieje. – Dotychczas w historii nie zdarzyło się, by wybrany organizator nie przeprowadził turnieju o mistrzostwo Europy – dodał.

Polska i Ukraina w dokumentach zgłoszenia swojej kandydatury zawarły pisemne gwarancje obu rządów do wypełnienia zobowiązań związanych z przeprowadzeniem imprezy. Zgodnie z umową podpisaną już po przyznaniu organizacji turnieju, PZPN odpowiedzialny jest m.in. za zapewnienie stadionów i baz treningowych wraz z planem bezpieczeństwa zgodnych z wymogami UEFA oraz wsparcie europejskiej centrali w zakresie dystrybucji biletów i promocji mistrzostw.

Polski rząd z kolei odpowiedzialny jest za przygotowanie i wdrożenie ogólnokrajowego planu bezpieczeństwa, stworzenie odpowiednich warunków prawnych i finansowych dotyczących budowy stadionów, zapewnienie infrastruktury transportowej umożliwiającej sprawną komunikację podczas mistrzostw, zagwarantowanie opieki medycznej, a także za opracowanie rozwiązań ułatwiających w czasie trwania turnieju przepływ przez granice osób i dóbr.

Miasta, w których mają odbywać się mecze, mają za zadanie wybudowanie stadionów oraz zapewnienie infrastruktury transportowej oraz opieki medycznej wewnątrz aglomeracji. Po polskiej stronie wyznaczono cztery miasta. Są to Warszawa, Poznań, Wrocław i Gdańsk. Z kolei Kraków i Chorzów otrzymały najpierw status miast rezerwowych, a ostatnio miast alternatywnych. Być może zastąpią miasta z podstawowej czwórki, być może UEFA zdecyduje się na powiększenie liczby miejsc, w których rozgrywane będą mecze. Identyczna sytuacja jest na Ukrainie, która także zgłosiła miasta dodatkowe.

UEFA na bieżąco monitoruje stan przygotowań obu krajów. Wyznaczono terminy, w których powinny zakończyć się poszczególne etapy realizacji inwestycji. Polska i Ukraina mają pewne zaległości, o czym wspomniał w styczniu prezydent UEFA, Michel Platini. Francuz pogroził palcem organizatorom Euro 2012, powiedział m.in. „Obudźcie się, od wyboru minęło już sporo czasu, a do mistrzostw zostaje go coraz mniej”. Po tych słowach chęć „przejęcia” organizacji zgłosili Szkoci i Włosi, których kandydatura przegrała w kwietniu 2007 roku w Cardiff z polsko-ukraińską. Platini pod koniec marca odniósł się i do tej kwestii. Stwierdził, że Włosi nie modernizują stadionów, nie mają odpowiedniej bazy. Zaznaczył ponadto, że zrobi wszystko, by Euro 2012 odbyło się w krajach, które dostały ich organizację. Postraszył nas zatem, ale i dał do zrozumienia, że wierzy, iż damy radę.

Tyle tylko, że jeżeli Polska i Ukraina nie będą w terminie realizować planu przygotowań, to UEFA w pewnym momencie może, podobnie jak FIFA przed laty Kolumbii, postawić ultimatum i – w sytuacji zagrożenia – odebrać organizację turnieju. Wtedy nie byłoby nowego konkursu, tylko zdecydowałby Platini wraz z Komitetem Wykonawczym.

Jeżeli odebrano by nam Euro, to stracilibyśmy ogromną szansę. Nie tylko sportowo, ale przede wszystkim prestiżowo, jako kraje, które nie podołały organizacji ME. Od tej pory na całym świecie Polska nie kojarzyłaby się już z Solidarnością, Wałęsą czy Janem Pawłem II, tylko z „blamażem 2012”. Żaden rząd, żadna partia mająca władzę, nie mogłaby sobie pozwolić na stratę Euro. Taki cios bez wątpienia i bez skrupułów wykorzystałaby opozycja, a sprawcy tego nieszczęścia długo nie zasiadaliby w parlamencie – wyborcy mogliby tego blamażu nie podarować, wszak w Polsce poparcie dla idei zorganizowania mistrzostw sięgało w szczytowym punkcie prawie 65% w grupie pełnoletnich obywateli, czyli ogromny odsetek potencjalnego elektoratu.

Polska straciłaby także pod względem finansowym. Tak naprawdę nie da się realnie oszacować strat związanych z ewentualnym odebraniem Polsce i Ukrainie organizacji mistrzostw, bo... trudno policzyć potencjalne zyski. Przecież drogi, lotniska, dworce i stadiony zostaną po mistrzostwach i będą służyły ludziom. Jedno jest pewne - choć turniej finałowy zostanie ubezpieczony, to w wypadku niepowodzenia nasz kraj na pewno straciłby na tym, nie tylko prestiżowo, ale i finansowo.

Firma ratingowa Fitch Rating oszacowała, że koszt organizacji Euro 2012 w Polsce wyniesie około 27 mld euro, wliczając w to budowę stadionów i całej planowanej infrastruktury (raport Fitch). Część kosztów została już poniesiona, ale Polska jest, póki co, aktywna głównie w sferze prawnej – dopiero powstają odpowiednie przepisy regulujące poszczególne aspekty organizacji ME. Od 7 września 2007 roku jest jednak akt najważniejszy – „Ustawa o przygotowaniu finałowego turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA EURO 2012”. Reguluje ona główne kwestie związane z organizacją imprezy.

W praktyce jednak wszystko jest – jak na razie – na etapie raczkowania. Przyjrzymy się, co już jest zrobione, a co do zrobienia pozostało.

Przede wszystkim stadiony. Na dziś żaden nie spełnia wymogów UEFA. A wedle wytycznych wszystkie powinny być oddane do końca czerwca 2010 roku, by przed finałami ME przetestować rozwiązania podczas co najmniej dwóch meczów międzypaństwowych lub przez cały sezon rozgrywek ligowych. Termin jest nieprzekraczalny i z niego m.in. będą rozliczani organizatorzy na jednym z etapów. Wydaje się on jednak niemożliwy do spełnienia. Na pewno nie zostanie wtedy oddany do użytku Stadion Narodowy w Warszawie. Szacuje się, że postanie w III kwartale 2011 roku, a więc bardzo późno. Na 2010 rok planuje się zakończenie prac nad Areną Bałtycką w Gdańsku. Nie wiadomo, kiedy powstanie stadion we Wrocławiu, ale rok 2010 to naprawdę wersja optymistyczna. W najlepszej sytuacji jest Poznań – tam modernizacja, która spowoduje, że stadion będzie spełniał wszelkie normy UEFA, zakończy się pod koniec 2008 roku. W miastach alternatywnych, Krakowie i Chorzowie, trwają prace, a stadiony mają być gotowe latem 2010 roku. Sytuacja nie wygląda zatem dobrze, szczególnie jeśli UEFA będzie chciała konsekwentnie trzymać się wyznaczonych terminów.

Bardzo ważnym aspektem jest transport, zarówno powietrzny, jak i lądowy. W każdym z sześciu polskich miast mających organizować zawody jest lotnisko. Większość wymaga jednak modernizacji. Na warszawskim Okęciu powstał ostatnio nowy terminal. W przyszłym roku w jego pobliżu ma stanąć luksusowy hotel. Remont przejdzie także terminal do odpraw pasażerów tanich linii. W podwarszawskim Modlinie ma przed 2012 rokiem powstać nowe lotnisko. Modernizację przejdzie także port w Gdańsku. Przebudowa terminalu pozwoli przyjąć w 2012 roku około 8 mln pasażerów. Mniejsze są potrzeby portów w Poznaniu i Wrocławiu. Poznańska Ławica po remontach będzie gotowa odprawić rocznie 3 mln osób, podobnie lotnisko we Wrocławiu. Remontowane będzie także lotnisko w podkrakowskich Balicach, a obsługę zwiększonego ruchu planuje także najbliższy Stadionu Śląskiego w Chorzowie port w Pyrzowicach. Takie są plany...

Ważną sprawą jest także – na co zwrócił nam uwagę Użytkownik Onet.pl - kwestia przepustowości lotnisk, czyli "posadzenia" odpowiedniej ilości samolotów w danym czasie. Dodatkowe terminale nie zwiększają tego współczynnika. Wzmożony ruch podczas Euro 2012 może wymagać także budowy lotnisk zapasowych. Być może warto, by o tym również pomyślano?

Polskie Koleje Państwowe planują przed 2012 rokiem rozbudować sieć szybkich połączeń kolejowych między sześcioma największymi ośrodkami miejskimi: Warszawą, Łodzią, Wrocławiem, Poznaniem, Gdańskiem i aglomeracją Górnego Śląska. Na trasach tych pociągi osiągać będą prędkość co najmniej 200 km/h, a że dzielące je odległości nie przekraczają 330 km, czas przejazdu między nimi nie przekroczy 150 minut. Dużo szybciej – bo nawet 300-350 km/h – jeździć mają pociągi na trasie Centralnej Magistrali Kolejowej od Gdyni przez Warszawę do Katowic. Osobny budżet kolej ma na zakup nowego taboru i modernizację dworców. Na czas Euro spółka uruchomi dodatkowe połączenia zagraniczne, w tym oczywiście wiele ze współorganizującą mistrzostwa Ukrainą. Tak to ma wyglądać...

Polską bolączką od lat są drogi. Wszystko ma się jednak poprawić, gdyż Ministerstwo Transportu planuje wybudowanie w latach 2008–2012 prawie 1000 km autostrad i 2300 km dróg ekspresowych. Przed Euro do użytku w całości oddane zostaną trzy autostrady: A1 (z Gdańska, przez Łódź, Katowice do Cieszyna), A2 (z Warszawy, przez Łódź, Poznań do granicy niemieckiej) i A4 (od granicy ukraińskiej, przez Kraków, Katowice, Wrocław, do granicy niemieckiej). Do 2012 roku planowane jest również oddanie czterech strategicznych, w kontekście transportu kibiców podczas Euro, dróg ekspresowych. Jeśli plany te zostaną zrealizowane, powstanie funkcjonalny układ drogowy, umożliwiający sprawny transport pomiędzy miastami-gospodarzami oraz dogodne połączenia z Ukrainą.

Bardzo ważnym aspektem jest infrastruktura turystyczna. UEFA nie daje szczegółowych wytycznych dotyczących liczby miejsc hotelowych dla kibiców. Restrykcyjne warunki musi jednak spełniać baza hotelowa dla piłkarzy, sędziów i oficjeli. Instytut Turystyki szacuje, że w ciągu najbliższych lat na budowę hoteli w Polsce inwestorzy wydadzą prawie 5 mld zł, co przełoży się na dodatkowe 30 tysięcy łóżek hotelowych.

Ciekawy pomysł mają władze Gdańska, którzy obawiają się, że baza turystyczna Trójmiasta będzie za mała na przyjęcie wszystkich kibiców, którzy przybędą na Euro. Ich obsługą mają się zająć… ekskluzywne statki wycieczkowe. Zarząd miasta prowadzi już rozmowy z największymi światowymi armatorami, by na czas mistrzostw zacumowali swoje okręty w trójmiejskich portach.

Bazę hotelową organizują inwestorzy prywatni, nie państwo, więc można być o nią raczej spokojnym. UEFA wymaga za to od naszego rządu zapewnienia bezpieczeństwa i obsługi medycznej w całym kraju, a w miastach organizujących zawody w szczególności. Na razie powstały plany zabezpieczenia lotnisk, dworców kolejowych i stadionów (osobne zasilanie energetyczne, monitoring, system dystrybucji biletów). W Polsce istnieją podwaliny systemu zarządzania kryzysowego i ratownictwa medycznego. Są one zgodne z normami europejskimi, ale w praktyce nie zostały jeszcze wdrożone i przetestowane. Ważna jest także współpraca ze służbami policyjnymi z innych krajów, szczególnie tych, które miały do czynienia z organizacją podobnych imprez. W ramach prewencji, by uniknąć najazdu zagranicznych chuliganów, Polska zapowiedziała przed i podczas trwania finałów wprowadzenie kontroli granicznych między państwami Unii Europejskiej, co jest – w takich wyjątkowych przypadkach - zgodne z postanowieniami traktatu z Schengen.

Reasumując – dziś do Euro nie jesteśmy przygotowani, ale na tym etapie, na ponad cztery lata przed turniejem finałowym, żaden kraj nie był gotowy. Wszystko idzie w dobrym kierunku - robimy wszystko, by się z organizacji wywiązać. Zaczynamy budowy, mamy plany, z których będziemy rozliczani przez sprawdzających postępy ich realizacji wysłanników UEFA. Jednak już na samym początku mamy opóźnienia, o czym mówił Platini.

Gdyby UEFA zdecydowała się odebrać nam organizację Euro 2012, to straciliby praktycznie wszyscy. Polska i Ukraina zostałyby pośmiewiskiem nie tylko całej Europy, ale i całego świata. Któż chciałby inwestować w kraju, który nie umie poradzić sobie organizacyjnie z piłkarskimi mistrzostwami? Straciliby kibice, którzy wciąż przychodziliby na obskurne stadiony, straciliby młodzi sportowcy, dla których nie powstałaby baza, straciliby kierowcy, klnący codziennie na drogi. Czy ktoś w naszym kraju zyskałby, gdybyśmy stracili Euro?

Warto jeszcze zastanowić się, co stałoby się z naszą reprezentacją. Jeżeli ewentualna decyzja o odebraniu Polsce i Ukrainie Euro zapadłaby po grudniu 2009, to obie reprezentacje najprawdopodobniej nie zagrałyby w eliminacjach, gdyż nie zostałaby wzięte pod uwagę przy losowaniu (gospodarze mają prawo gry bez eliminacji). Co oznacza takie zepchnięcie na margines, nie trzeba chyba tłumaczyć.

Od momentu przyznania organizacji mistrzostw Europy Polsce i Ukrainie optymistycznie na zagadnienie patrzy prezes PZPN, Michał Listkiewicz. - Nie grozi nam utrata Euro - powtarza przy każdej okazji. W nieco czarniejszych barwach patrzy na problem ukraiński odpowiednik Listkiewicza, Hrihorij Surkis, który zdaje sobie sprawę z opóźnień i głównie przestrzega, by nie zmarnować tej wielkiej, niepowtarzalnej według niego, szansy. W jego wypowiedziach da się wyczuć nutkę pesymizmu. Oby nie był złym prorokiem...

Autor: Daniel Bednarek
Źródło: sport.onet.pl

Przy przygotowywaniu niniejszego tekstu wykorzystano niektóre dane zawarte w opracowaniu Kamila Adamca z Biura Analiz Sejmowych pt. Euro 2012 – wyzwania organizacyjne

Kliknij download aby pobrać pełną wersje opracowania, format pdf.