Michał Listkiewicz, prezes PZPN sugeruje w rozmowie z dziennikiem Życie Warszawy, że jeśli stolica nie zdąży z budową Stadionu Narodowego, mecze mistrzostw Europy w piłce nożnej mogą zostać przeniesione do innego polskiego miasta. UEFA nie narzuca, że mecz otwarcia musi być rozegrany w Warszawie, może to być dowolne miasto w Polsce, dysponujące odpowiednim stadionem.
Wypowiedź Listkiewicza oburzyła Michała Borowskiego, który w Ministerstwie Sportu zajmuje się organizacją Euro 2012. "To niesłychanie zaskakująca i szokująca informacja, tym bardziej, że prezes Listkiewicz wie, na jakim etapie są przygotowania" oburza się Borowski. "Poznań, Gdańsk i Wrocław też nie mają stadionów, więc wszystkie miasta mają równe szanse."
Wczoraj premier Jarosław Kaczyński ogłosił, że w Warszawie powstanie stadion na 55 tys. widzów. Nie zapadła jeszcze decyzja czy stanie w miejscu Stadionu Dziesięciolecia czy na jego błoniach.
Z Michałem Listkiewiczem, prezesem PZPN, rozmawia Maciej Białek (Życie Warszawy).
W dniach 4-5 września w Kijowie polsko-ukraińska delegacja będzie składała przed działaczami UEFA raport z przygotowań do mistrzostw Europy. Obawia się Pan tego spotkania?
Jeszcze nie. Na razie „wierchuszka” UEFA przydzieli nam pracę domową, czyli ustali zadania na kolejne miesiące. Oni na razie nie interesują się stanem przygotowań.
I całe szczęście, bo nie byliby zachwyceni.
Bez przesady. Na posiedzeniu komitetu organizacyjnego pod przewodnictwem premiera Kaczyńskiego ustalono, że do końca roku powstanie specjalna ustawa, dzięki której wszystkie sprawy związane z Euro 2012 będą rozpatrywane w przyspieszonym trybie. Na razie nie panikuję.
Póki co projekt tej ustawy przyjął rząd. Na dodatek nie ma i jeszcze długo nie będzie stadionów.
Zurych nie ma jeszcze gotowego obiektu, a przecież tam za dziewięć miesięcy odbędą się mistrzostwa Europy. Martwić się będziemy, jeśli do końca roku nie wejdzie w życie ustawa, która zapali zielone światło dla Euro. To będzie sygnał alarmowy.
To prawda, że rozważacie przeniesienie meczu otwarcia z Warszawy do Chorzowa?
Nie mogę się na ten temat wypowiadać. Powiem w ten sposób – musimy mieć jeden obiekt o pojemności co najmniej 55 tysięcy miejsc. Jeżeli takiego stadionu nie będzie w Warszawie, to UEFA wykorzysta inny stadion w Polsce. Jeśli zaś nie zaproponujemy żadnego, może się skończyć tak smutno, że mecz otwarcia zostanie rozegrany w Kijowie.
Minister sportu Elżbieta Jakubiak unieważniła niedawno przetarg na budowę Stadionu Narodowego w Warszawie.
Widocznie miała ważne powody. To sprawy warszawskie, niezależne ode mnie.
Tak, ale czas płynie, a my wciąż nie wiemy, w którym dokładnie miejscu stanie ten wymarzony obiekt.
Pocieszam się przykładem Szwajcarów, o którym wspomniałem. Tam awaryjnie rozbudowuje się stadion lekkoatletyczny, z rozsuwanymi trybunami, które po mistrzostwach zostaną zdemontowane. Jak widać, nie jesteśmy najgorsi.
Marne pocieszenie. Zwłaszcza że za chwilę możemy mieć wybory.
Dlatego bardzo ważne jest, żeby sprawa Euro była ponad podziałami politycznymi. Taki sygnał poszedł po spotkaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego z przewodniczącym PO Donaldem Tuskiem. Wszyscy politycy muszą zrozumieć, że Euro 2012 to dla Polski drugi plan Marshalla.
Ale bukmacherzy już przyjmują zakłady, czy w Polsce odbędą się mistrzostwa.
Równie dobrze można zrobić zakłady, czy moja teściowa będzie Miss Polonia. Pewnie nie będzie, choć to bardzo ładna pani. Swoją drogą, za złotówkę postawioną na zorganizowanie przez Polskę mistrzostw można zarobić tylko 1,3 zł. Jak widać, nawet bukmacherzy myślą, że nikt nam nie odbierze finałów.
Selekcjoner kadry Leo Beenhakker nie jest takim optymistą. Ostatnio mówił, żeby „Polacy wzięli się do roboty”.
Miał coś innego na myśli. Chodziło mu o to, żebyśmy wykorzystali Euro jako impuls do szkolenia młodzieży i budowy bazy treningowej. On nie chce, żeby opadł entuzjazm związany z przyznaniem Polsce turnieju.
Źródło: zw.com.pl