Euro 2012: raport z Ukrainy

ukraina_flaga.png

Na początku lipca delegacja europejskiej federacji gościła w Warszawie i Kijowie. Oficjalnych komentarzy wówczas nie było, ale pojawiły się informacje, że organizacja Euro może być zagrożona. Gorzej została oceniona Ukraina, która ma już jeden stadion spełniający najsurowsze standardy, a kolejny zostanie oddany za rok. Platini mówił w Warszawie, że w Polsce mogą być rozgrywane spotkania trzech grup. Zagroził też, że jeśli na Ukrainie nic się nie zmieni, nawet całe Euro może zostać przeniesione do naszego kraju.

Po wizytach następnych komisji wiadomości były lepsze, ale jednocześnie pojawiały się informacje o tym, że impreza może zostać przeniesiona do Włoch, Niemiec czy Hiszpanii.

Sytuacja stała się nerwowa, tym bardziej że na Ukrainie doszło do kryzysu politycznego, kiedy rozpadła się koalicja rządząca. - To bardziej niepokoi UEFA niż stan naszych przygotowań - twierdzi Hryhorij Surkis, szef ukraińskiej federacji piłkarskiej i członek komitetu wykonawczego europejskiej federacji.

Na Ukrainie nastroje są bardzo dobre, a zawirowania polityczne nie robią na ludziach większego wrażenia. - Odejdzie jedna prawica, przyjdzie druga. A Euro chcą wszyscy - mówią spotkani przez nas ludzie.

A co jeśli do władzy dojdzie prorosyjski Wiktor Janukowycz? - On był prorosyjski do czasu, kiedy Putin wykończył Chodorkowskiego. Teraz bardziej chce na Zachód niż pomarańczowi - usłyszeliśmy od mieszkańców Doniecka. Ukraińcy uważają, że powodzenie w organizacji mistrzostw pomoże im w staraniach o członkostwo w Unii Europejskiej.

Kijów

Ekspertów UEFA najbardziej zaniepokoiła sytuacja w Kijowie, gdzie planowane jest rozegranie finału mistrzostw. Ma się on odbyć na zmodernizowanym stadionie olimpijskim. Tyle że firma mająca go przebudowywać - Archasia z Tajwanu - nie ma żadnego doświadczenia w tego typu inwestycjach.

Jeszcze większym problemem była budowana 100 m od obiektu galeria handlowa Troicki. Według delegatów UEFA jej powstanie w tym miejscu zagrażałoby bezpieczeństwu kibiców podczas ewentualnej ewakuacji. Platiniego nie przekonało nawet to, że na czas jego pobytu w Kijowie rozpoczęto burzenie żelbetonowej konstrukcji. Po jego wyjeździe prace wstrzymano.

Inwestor galerii nie chciał zgodzić się na rozbiórkę. - Nie pomagały pisma, ponaglenia, a nawet specjalne dekrety prezydenta Juszczenki - opowiada Serhij Wasyliew z ukraińskiej federacji piłkarskiej. W końcu jednak władze Kijowa dogadały się z właścicielami firmy Troicki i w zamian dały jej tereny, na których wybuduje nowe centrum. Wasyliew: - Mieli o co walczyć, bo dotychczas zainwestowali 20 mln dol., a dostali obszar wart 400 mln dol. Ale to pokazuje, jak jesteśmy zdeterminowani, żeby organizować u nas Euro 2012.

Szkielet galerii jest właśnie burzony. Według Łesi Tuzowej z ukraińskiego ministerstwa rodziny, młodzieży i sportu rozbiórka zakończy się 15 października. Trwają również prace na samym stadionie, który zostanie zmodernizowany. Dlatego Dynamo Kijów ostatni mecz Ligi Mistrzów rozegrało już na swoim, znacznie mniejszym obiekcie.

Stadion zaprojektuje niemiecka firma GMP, ta sama, która współpracowała przy tworzeniu projektu Stadionu Narodowego w Warszawie, Olimpijskiego w Berlinie, a także trzech obiektów na mistrzostwa świata w RPA w 2010 roku. - Na początku listopada mają przedstawić swoją koncepcję - opowiada Tuzowa. Na pewno mecze będzie mogło obejrzeć 73 tys. kibiców, ale kształt zbudowanego w 1941 roku stadionu się nie zmieni.

Problemem jest też mało miejsc hotelowych i stan lotnisk. Kijów jest w najlepszej sytuacji z ukraińskich miast, bowiem lotnisko Boryspol dostało najlepszą ocenę. Miejsc noclegowych też jest więcej niż w Doniecku, Dniepropietrowsku czy Lwowie, choć według UEFA to wciąż niewystarczająca liczba. W mieście wszyscy zapewniają jednak, że z powstaniem nowych nie będzie problemów. Lotnisko też ma być zmodernizowane za państwowe pieniądze.

Dniepropietrowsk

Jeden stadion na Euro 2012 Ukraińcy już mają. Tydzień temu z wielką pompą oddano do użytku obiekt o nazwie FC Dnipro. Podobno kosztował 45 mln dol., ale Oleg Zasadny, który odpowiada za przygotowanie do Euro Lwowa, twierdzi, że znacznie więcej. - Sama turecka firma, która wykonywała tylko roboty budowlane, dostała 20 mln euro [ok. 30 mln dol.] - twierdzi.

Stadion robi wrażenie, zwłaszcza na Polakach, którzy jak dotąd o podobnym mogą tylko pomarzyć. Na razie jednak w naszym kraju nie ma takich ludzi jak Ihor Kołomojski, ukraiński miliarder (liczony w dolarach). Urodzony w Dniepropietrowsku, ale stale mieszkający w Szwajcarii, zajmuje się - jak mówią ukraińscy dziennikarze - wszystkim: od handlu paliwami po produkcję stali. Ma też duży bank, który jest sponsorem... Dynama Kijów.

Kołomojski trafił do Dnipro poprzez Leonida Kuczmę, poprzedniego prezydenta Ukrainy, który kiedyś, jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, był prezesem klubu Dnipro. Gdy doszedł do władzy, postanowił mu pomóc w znalezieniu bogatego sponsora. Wskazał na Kołomojskiego.

Stadion FC Dnipro spełnia wszystkie standardy Euro 2012. - Nawet jest nowocześniejszy - opowiada Wadim Tiechtierin, rzecznik prasowy klubu. Na razie nie ma jeszcze wymaganego przez UEFA parkingu, ale władze dwumilionowego Dniepropietrowska obiecały go szybko zbudować. Już znalazły teren oddalony o kilkaset metrów od obiektu. Ciekawostką jest, że stadion na razie nie ma adresu. Nada mu go dopiero rada miejska.

Jednak na Ukrainie mówi się, że to Dniepropietrowsk może mieć największe problemy przy organizacji Euro. Wszystko przez brak hoteli, fatalne drogi i lotnisko niespełniające żadnych międzynarodowych wymogów. W pierwszym raporcie UEFA dostało ono zdecydowanie najgorszą ocenę. Jak sprawdziliśmy, jest stare, małe i niefunkcjonalne. Miasta nie stać na jego modernizację. Ale pomoc już zadeklarował Kołomojski - tak przynajmniej twierdzą w ukraińskiej federacji piłkarskiej.

Trudno jednak przypuszczać, żeby znaleziono pieniądze na budowę przynajmniej kilkunastu nowych hoteli, bo nieliczne, które są, przez większą część roku stoją puste. Tiechtierin twierdzi, że pod miastem powstanie kolejna nowoczesna baza sportowa, ale to za mało. Dlatego już teraz pojawiają się głosy, że Dniepropietrowsk może zostać zastąpiony przez Odessę.

Donieck

Pięć godzin jazdy autobusem z Dniepropietrowska (ok. 250 km po koszmarnie dziurawych drogach) powstaje jeden z najnowocześniejszych stadionów w Europie. Na początek miał kosztować ćwierć miliona dolarów, teraz ponoć koszt przekroczył już 250 mln euro, ale to wcale nie koniec. Zakończenie budowy planowane jest w przyszłym roku. - Ale to nie jest stadion na Euro, ale naszego klubu - podkreśla Rusłan Marmazow, rzecznik prasowy Szachtara Donieck. - Gdyby Ukraina nie dostała mistrzostw Europy, stadion i tak by powstał. Na nasze mecze przychodzi nawet 24 tys. widzów, a w Lidze Mistrzów brakuje biletów. Nasz prezydent uznał, że silny klub musi mieć odpowiedni stadion. Dlatego nowy pomieści 50 tys. ludzi.

Marmazow opowiada, że prezydent i właściciel klubu już długo przed decyzją UEFA postanowił, iż tak silna drużyna nie może grać na starym stadionie. To Rinat Achmetow, najzamożniejszy Ukrainiec. - On jest najbogatszy w Europie, ma więcej pieniędzy niż Roman Abramowicz - twierdzą dziennikarze z Kijowa.

Taksówkarz, który wiózł nas z dworca na stadion, opowiada, że prace na budowie trwają przez całą dobę. - Nie ma ani chwili przerwy - mówił podekscytowany. - Musimy zdążyć, bo odebranie nam Euro byłoby katastrofą.

Położony w centrum miasta stadion już teraz prezentuje się niezwykle efektownie, bo cały jest oszklony. - Ma przypominać kamień szlachetny - opowiada Marmazow. Wokół ma powstać całkiem nowy park. Wszystko dlatego, że Achmetowowi nie spodobało się otoczenie (po drugiej stronie ulicy jest Stadion Olimpijski, na którym gra teraz Szachtar). Przeznaczył więc 30 mln euro na stworzenie najpiękniejszego parku w Europie.

Górniczego miasta na pewno nie byłoby stać na taką inwestycję. Ale wszyscy nasi rozmówcy podkreślali, że Achmetow jest wielkim lokalnym patriotą, a do tego kibicem. - Gdyby pasjonował się golfem, a nie piłką nożną, to jestem pewien, że w Doniecku grałby Tiger Woods - uważa rzecznik.

Jak zwykle na Ukrainie problemem są hotele (choć mniejszym niż w Dniepropietrowsku). Przy głównej ulicy widzieliśmy jednak plan, na którym zaznaczono aż dziewięć miejsc, w których powstaną nowe. Kłopot jest też z lotniskiem. W federacji piłkarskiej słyszeli, że modernizację ma sfinansować państwo. Marmazow twierdzi jednak, że to nieprawda. - Tak miało być, kiedy premierem był Wiktor Janukowycz [pochodzący z Doniecka]. Był nawet plan, żeby wspólnie z Niemcami zbudować lotnisko tranzytowe. Ale zrobili sobie pomarańczową rewolucję i pieniądze przepadły - dodaje. Ale nikt się tym nie martwi, bo przecież jest Achmetow.

Lwów

Ostatnim z czterech miast ukraińskich wyznaczonych do organizacji Euro 2012 jest Lwów. Tutaj sytuacja jest najbardziej złożona, bo zamiast stadionu na razie jest tylko makieta. I to wstępna. Stoi w pokoju Ołeha Zasadnego, szefa departamentu Euro 2012 w urzędzie miasta. - Już zamówiliśmy projekt. Robi go Austriak Albert Wimmer, który projektował obiekty w Salzburgu, Klagenfurcie i Innsbrucku - opowiada Zasadny.

Według niego wybrano austriacką firmę, bo ma ona doświadczenie w tworzeniu obiektów, na których oprócz meczów mogą odbywać się koncerty czy nawet przedstawienia teatralne, a nawet duże sympozja, bo w planach jest wielka sala konferencyjna.

Pierwotnie planowano modernizację należącego do miasta stadionu, na którym niedawno grała reprezentacja Polski. Jednak powstanie nowy, w południowej części, obok hipodromu. To będzie jedyny ukraiński obiekt nieznajdujący się w centrum miasta. Budowa ma się zacząć w przyszłym roku.

Lwów tym różni się od Doniecka i Dniepropietrowska, że w mieście nie ma takich oligarchów jak Achmetow czy Kołomojski. Dlatego koszty - 200-300 mln euro - pokryje miasto. Zasadny liczy, że do finansowania włączą się właściciele dwóch lwowskich klubów grających w ekstraklasie - Karpat i FC. W przyszłości mają one rozgrywać swoje mecze na nowym obiekcie.

Lwów jest w najlepszej sytuacji z ukraińskich miast, jeśli chodzi o hotele. - Hoteli mamy 35, kolejne 45-50 jest w budowie. Porównywać z Krakowem się nie możemy, ale i tak nie jest źle - opowiada Zasadny. 90 km od miasta leży Truskawiec, największe ukraińskie uzdrowisko z blisko 20 tys. miejsc noclegowych. One też mają przyjąć gości Euro.

Oczywiście jest kłopot z lotniskiem. Władze Lwowa liczą na pomoc rządu, bo możliwości miasta są ograniczone. - Państwo zabiera 80 proc. podatków zebranych we Lwowie, a z tych pieniędzy, które nam zostają, bardzo ciężko jest utrzymać miasto. A co dopiero mówić o inwestycjach. Na pewno jednak zdążymy, niech się inni martwią - kończy Zasadny.

Charków i Odessa

Podobnie jak w Polsce Kraków i Chorzów, na Ukrainie są miasta, które też chciałyby gościć uczestników mistrzostw Europy, ale znalazły się w rezerwie. Mimo to intensywnie się przygotowują. W Charkowie 11 października zostanie oddany do użytku stadion spełniający wymogi UEFA. Wtedy rozegrany zostanie mecz Ukraina - Chorwacja. Odessa ma już plany stadionu i niezłe zaplecze hotelowe. - Najpierw potwierdźmy, że będziemy organizatorami Euro, a później będziemy się martwić, w jakich miastach - mówią jednak w federacji.

Źródło: sport.pl